Tadeusz Dębicki w roku 1928 udaje się do Afryk Centralnej na belgijskim parowcu Mateba. S woją podróż, przygody oraz spotkanych ludzi barwnie opisał w swojej książce, która przedstawia realia jakie panowały w państwach skolonizowanych przez europejczyków. Poniżej zamieszczę kilka pierwszych rozdziałów z tejże książki. 1. Szeroki ocean oddycha pełna piersią. Pulsuje i drga życiem. Odwieczny, przetrwał dziesiątki nieznanych cywilizacji, przetrwał tworzenie się i zanikanie wysp i kontynentów, trwa dzisiaj i trwać będzie lat jeszcze miliony taki sam, jak przed milionami lat. Niby jedwab błękitny, srebrem haftowany, mieni się pod zwrotnikowym niebem jego powierzchnia. Młode, cieszące się życiem i śmiejące się do złotego słońca fale baraszkują radośnie, srebrnymi świecąc grzywami. Złoto-błękitne, królewskie delfiny kąpią się z rozkoszą w orzeźwiającej kryształowej wodzie. Śmigłe i zwinne wielkie delfiny czarne ścigają się nawzajem, ukazując co chwila nad niebieską tonią swój lś...
W roku 1924 polski podróżnik Emil Lucjan Migasiński udał się do Algieru aby zwiedzić ten północnoafrykański kraj. Oprócz poznania historii i walorów turystycznych autor także zainteresowany był Polakami którzy wyemigrowali do tej francuskiej kolonii. Poniżej zamieszczę dwa pierwsze rozdziały. Rozdział 1 Na Morzu Śródziemnym Wiosną 1924 r. wybrałem się do pięknego, słonecznego Algieru, nie tylko dla poznania kraju, o którym marzą Wszyscy turyści, - byłem już tam tu i owdzie przelotnie - lecz również zainteresowany emigracją Polaków. Wśród naszych rodaków we Francji, których jest już najmniej kilkaset tysięcy, szerzył się pogląd, że Algier jest przedłużeniem południa Francji, a więc pociągał, jak magnes, ku sobie wychodźców polskich. Niniejsza praca wyjaśni i tę kwestię. Jakoś wiosna w tym roku zjawiała się dość późno w Europie, słońce przygrzewało jeszcze niezbyt silnie. 10 kwietnia w Wiedniu przeraźliwie zimny wicher kazał mi tęsknić do jak najszybszego wyjazdu ze...